Lęk przed jutrem
odbiera mi ostatnie
myśli marzenia niespełnione
Setki miliony wydarzeń
destrukcyjnych myśli
gdy kładę się do łóżka
Kiedy już w nim leżę
sufit staje się pajęczyną
która oplata i przytula
pieszcząc swymi wiotkimi nićmi
Po drugiej stronie pajęczyny
jest inny świat całkiem nagi
dziecinnie naiwny
w miłości
Pragnę
by me myśli były proroctwem
Gdy rozglądam się dokoła
szarość
widzę tylko kontury
zakurzonych szaf
mebli nic nieznaczących
i tą lampę
która jest?
Wiem że gdy ją zapalę
pajęczyna zniknie
Beztroski świat odejdzie
i będzie czekał
w tym podgniłym murze
do jutra
aż wrócę
I zapalę znowu lampkę
I zacznę marzyć
04 II 2002